Przykład Thrasher Magazine, czyli jak skaterzy mogą stać się kozłami ofiarnymi

29 lip
29 lipca 2013

Zacznę od tego, że uwielbiam skateboarding, jest on moim zdaniem jednym z najbardziej kreatywnych sportów na świecie, w sposób doskonały wykorzystujący indywidualne umiejętności z potencjałem jaki daje tzw. miejska dżungla czyli betonowa przestrzeń wielkich miast. Sam przez wiele lat jeździłem na deskorolce, dzięki niej spędziłem najpiękniejsze chwile moje młodości i poznałem wielu ciekawych ludzi. To był początek lat 90tych, gdy całe dnie spędzało się z gronem przyjaciół pod warszawskim Capitolem, KC czy Witosem utożsamiając się z maksymą Skate or Die czy Skateboarding is not a crime.Był to na pewno nie tylko sposób spędzania wolnego czasu, ale również okres młodzieńczego buntu i manifestowania swojej odrębności. To był świat niedostępny dla tzn. zwykłych ludzi, ze swoim stylem, markami i specyficznym językiem. Jednak już wtedy obce mi były niektóre popularne w środowisku hasła jak Skate and Destroy, promujące nihilizm i anarchię oraz wizerunki trupich czaszek i ludzkich kości. Dziś skateboardingu wypłynął na szerokie wody, ma swoje X-Games z pulą nagród sięgającą setek tysięcy dolarów, w butach firmy Vans chodzą dziś wszyscy, do świata deskorolki jako sponsorzy weszły takie marki jak Nike, Adidas czy Red Bull, a gry Tony Hawk Pro Skater czy Skate na PlayStation są bestsellerami. Jednym słowem deskorolkowy świat zaczęła przenikać komercja i nie byłoby w tym w gruncie rzeczy nic złego, w końcu gdy nowy sport zyskuje na popularności i rozwija się tak dynamicznie, to pojawią się też duże pieniądze pozwalające na zrobienie ze swojej szczeniackiej zajawki prawdziwej profesji. Dziś dzieciaki częściej niż na osiedlowych murkach czy schodach mają możliwość jeżdżenia w profesjonalnie do tego przygotowanych skate parkach. Jednak w ślad za tym poszła pokusa pokazania światu, ze świat deskorolkowy nie został okiełznany i niesie za sobą nadal zniszczenie. Tu prym wiedzie magazyn Thrasher, będący razem z Transworld Skateboarding mediowym prekursorem tego sportu na świecie. Tylko teraz już poszedł dalej niż tylko Skate and Destroy i dziś w jawnie promuje satanizm, w swoim logo umieszczając wizerunek kozła z trzema szóstkami na czole i sprzedając produkty nakłaniające do „psychodelicznej ody do ciemnego pana” (to wolne tłumaczenie oryginalnego opisu jednej z koszulek sprzedawanych z logo Thrashera).

Drugim jakże wymownym przykładem jest skate shop w Santa Barbara noszący nazwę Skate of Skatan, zlokalizowany w starym kościele, a na stronie internetowej przedstawiający wizerunek Dzieciątka Jezus, nie pozostawiając wątpliwości, że chodzi o profanację.

I choć dziś jestem nadal wielkim entuzjastą deskorolki jako sportu niezwykle widowiskowego i dającego niesamowity potencjał do rozwoju i sprawdzania swoich możliwości, wspieram mojego syna w jego dziecięcej fascynacji deską i trikami na niej, to będę bacznie obserwował nie tylko czy nie wyrządza ona mu krzywdy fizycznej (w końcu jest to sport ekstremalny, w którym uprawiając tzn. street style nie używa się ochraniaczy i kasków) ale przede wszystkim psychicznej czy duchowej. Skateboarding to styl bycia pozostawiający trwałe i nieodwracalne zmiany w podejściu do życia, ale oby takie instytucje jak Thrasher Magazine i inne żądne rebelii marki inne pozostawiały trwałych zmian także w duszach młodych adeptów deskorolki.

Tagi: , , , ,
© Copyright - Prawdziwe Oblicze 2010

Facebook