O tolerancji, czyli o braku miłości, a może o miłości czyli o braku tolerancji…

01 mar
1 marca 2013

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie okładka jednego z tak zwanych tygodników opinii, mówiąca o rzekomym teście na tolerancję Polaków. Czymże miałby być ten test? Otóż zdanie testu polegało na wyborze osoby transseksualnej na stanowisko wicemarszałka sejmu. I tu właśnie ukryta jest manipulacja, sformułowaniem sugerująca, że poparcie takiego wyboru, jak również sama jego akceptacja, jest czymś dobrym, zaś sprzeciw jest postawą godną co najmniej upomnienia. Otóż bzdura.

Tolerancja nie jest oznaką miłości, trzeba to wyraźnie zaznaczyć, jest de facto oporem wobec miłości i oporem wobec prawdy. Brak tolerancji natomiast to postawa każdego zdrowo i logicznie myślącego człowieka, a przede wszystkim człowieka miłującego, gdyż w istocie rzeczy tolerancja polega na niesprzeciwianiu się konkretnym działaniom, mimo że uważamy je za niepożądane.

Okazuje się jednak, że większość ludzi, a już na pewno ludzi mających wpływ na opinię publiczną, albo nie rozumie definicji słowa tolerancja, przez co ją błędnie interpretuje, albo celowo manipuluje jej znaczeniem w celu zdeformowania obrazu i osiągnięcia własnych korzyści. Co zatem oznacza termin tolerancja i czym różni się od pojęcia akceptacji?

Tolerancja z języka łacińskiego tolerantia oznacza cierpliwą wytrwałość, od łac. czasownika tolerare – wytrzymywać, znosić, przecierpieć). W sensie najbardziej ogólnym oznacza on postawę wykluczającą dyskryminację osób, których sposób postępowania oraz przynależność do danej grupy społecznej może podlegać dezaprobacie przez innych pozostających w większości społeczeństwa. Jest to zatem świadoma zgoda na głoszenie przez innych ludzi poglądów, wybór sposobu życia z którymi się nie zgadzamy.

Termin tolerancja ma 2 wymiary:
- pierwszy, zakładający istnienie prawdy obiektywnej (tzw. tolerancja negatywna), uznaje że możliwe jest znalezienie poglądów właściwych, które należy przyjąć, i niewłaściwych, które należy odrzucić w wymiarze osobistym, społecznym i duchowym, definiując je jako nieprezentujące tradycyjnych wartości: prawdy, dobra, piękna, do których należy dążyć.
- drugi, negujący istnienie prawdy obiektywnej (tzw. tolerancja pozytywna) polega na dopuszczeniu wszystkich poglądów, postaw oraz działań jako równouprawnionych i uznaniu, że nie istnieją uniwersalne wartości, zatem ocena jakiekolwiek poglądów, postaw czy działań podlega relatywnej ocenie.

Pierwszy wymiar tolerancji można raczej nazwać akceptacją. Akceptacja z łaciny acceptatio: dosł. przyjmowanie, czyli uznanie czegoś, aprobata, pogodzenie się z czymś czego nie można zmienić, formalna zgoda na jakieś poglądy czy działania. Może dotyczyć formy ekspresji, wierzeń, zamiłowań czy gustów, gdy nie mają one nic wspólnego z wartościami obiektywnymi funkcjonującymi w historii ludzkości od zawsze.

Natomiast drugi wymiar tolerancji, tolerancja pozytywna, to ewidentny dowód braku miłości. Przecież jeśli kogoś kochamy, a przynajmniej szanujemy i zależy nam na jego dobru i szczęściu, to nie możemy pozwolić żeby się zatracał w wymiarze fizycznym czy duchowym, to zupełnie logiczne i naturalne. Nikt komu nie obojętny jest drugi człowiek nie może spokojnie patrzeć jak bliźni popada w uzależnienie, obcuje z kryminogennym towarzystwem, poddaje się samookaleczeniu, wstępuje do sekty czy w inny sposób poddaje się autodestrukcji. Brak tolerancji nie oznacza wrogości ani zwalczania osoby, wobec której postaw nie okazujemy tolerancji. Bark tolerancji oznacza brak akceptacji konkretnego czynu czy stanowiska światopoglądowego, a więc zatem jeśli nie tolerujemy przemocy czy uwłaczania godności osoby ludzkiej, to nasza postawa jest postawą miłości wobec drugiego człowieka, lub wobec istoty ludzkiej w ogóle. To właśnie miłość bliźniego nie pozwala nam być tolerancyjna. Każdy z nas całe życie w stosunkach z najbliższymi wykazuje brak tolerancji. To miłość rodzicielska nie polega na mówieniu: rób, co chcesz, a ja to zaakceptuję, miłość i przyjaźń ludzi polega właśnie na tym, że mówimy drugiej osobie, co myślimy o danej kwestii, i nie zawsze jest to opinia, którą chciałby usłyszeć. Tymczasem dzisiaj zdaję się panować przekonanie, że miłość to jest akceptacja dla wszystkiego, co czynią nasze dzieci, nasi bracia, a na to zgody być nie może, bo taka postaw nie tylko, że nie jest dobra, ale również szkodzi innym w wymiarze fizycznym i duchowym. Jako chrześcijanin wiem, że istnieje prawda obiektywna, obiektywne dobro i staram się żyć według tej prawdy i pokazywać dobro z niej płynące innym.

Tagi: , , ,
© Copyright - Prawdziwe Oblicze 2010

Facebook