Mały indywidualista, czyli dla uległych rodziców kreujących przeciętność u swoich dzieci

09 maj
9 maja 2013

Jakiś czas temu zostałem zaproszony przez znajomego do polubienia strony Mały Indywidualista na jednym z portali społecznościach, profil promuje nowy kwartalnik o tej samej nazwie, pozycjonowany jako magazyn dla rodziców wyjątkowych dzieci. Za całym przedsięwzięciem stoi Pani dr Izabela Krauze prowadząca Centrum Usług Psychologicznych. O Pani Krauze nigdy nie słyszałem ale zaciekawiło mnie jakie to usługi psychologiczne oferuje, więc kupiłem magazyn no i zaczęły pojawiać się wątpliwości.

Z pozoru wszystko ma swoje prawidłowe umocowanie w aspektach, które w obszarze wychowania dziecka są bezwzględnie kluczowe: prawa i obowiązki, stawianie granic, współpraca z rodzicami i rówieśnikami, nie wpisywanie w role i ma odniesienie do wielu sytuacji dnia codziennego kiedy rodzice zastanawiają się nad swoimi decyzjami, chcąc wspierając dziecko do rozwoju w określonym kierunku. Redaktorzy odwołują się do wychowania bez porażek Thomasa Gordona, z którego wyłoniły się m.in. rewelacyjne publikacje i warsztaty „Jak mówić, by dzieci słuchały, jak słuchać, by dzieci mówiły”.

Jednak wychowanie bez porażek zakłada, że w każdej sytuacji można dojść do porozumienia, w którym uda się zrealizować potrzeby obu stron. Idea ta zakłada, że rodzic i dziecko są równie ważni. I tu zaczyna się pierwszy zgrzyt, bowiem na okładce jednego z ostatnich numerów magazynu widzimy zajawkę artykułu: „Rozwód – przygotowanie dziecka”. Czyli de facto, w myśl pozycjonowania Małego Indywidualisty, możemy sparafrazować: przygotowania „wyjątkowego” dziecka do jednego z największych dramatów w jego życiu. Rodzi się zatem pytanie, czy aby na pewno jest to magazyn dla rodziców kochających swoje dzieci, rodziców potrafiących walczyć o ich dobro i prawidłowy rozwój za wszelka cenę, potrafiących stawić czoło najtrudniejszej rzeczywistości, czy raczej dla średniaków ulegających presji masowo promowanych beznadziejnych wartości, skupionych wokół własnego ego, kochających siebie samych, a dzieci traktujących jako kolejną zabawkę którą można się pochwalić? Niestety skłaniam się ku tej drugiej tezie. Oczywiście autorzy tekstu ubolewają, że rozwód to traumatyczne doświadczenie dla dziecka, że nigdy nie ma dobrego czasu na przekazanie informacji, że dziecko będzie miało problemy emocjonalne, trudności w nauce i kontaktach z rówieśnikami, wreszcie, że dzieci przeżywają głębokie poczucie krzywdy i bezradności na skutek rozstania rodziców. Brakuje jednak uświadomienia najważniejszego, że rozwód rodziców to jasne świadectwo dla dziecka, iż można łamać dane słowo, nawet przysięgę, gdy pojawiają się trudności i gdy tylko przychodzą nowe zachcianki. Rodzice decydujący się na rozwód to w gruncie rzeczy bezradni egoiści, którzy gdy nie układa im się zabawa w rodzinę w jednym ogródku, pakują zabawki i idą do drugiego, a dzieci są tylko dodatkiem do zabawy zamiast być obiektem troski i fundamentem wartości przyszłych pokoleń.

Gdzie zatem podziała się idea wychowania bez porażek zakładająca słuchanie potrzeb obydwu stron, dochodzenia do kompromisów i taktujących rodziców i dzieci na równym poziomie ważności?

Otóż znajdziemy ją w kolejnym artykule, niestety w nieodpowiednim kontekście, który tym bardziej skłania mnie przy tezie zawartej w tytule tego artykułu. Tekst poświęcony „początkom orientacji seksualnej”, w którym redakcja odsłania swoją rodzicielską bezradność wobec kształtowania seksualności swojego dziecka, argumentując ją koniecznością słuchania i akceptowania emocji, uczuć i oraz pociągu seksualnego deklarowanego przez dorastające dziecko. Ani słowa o tym, że niektóre postawy są destruktywne dla człowieka i trzeba o nich dziecko informować, trzeba je przed nimi chronić, nawet gdy wymaga to działania wbrew ich woli. Zupełnie pominięty został fakt, iż naukowcy na całym świecie empirycznie dowiedli, że tzw. orientacja seksualna jest efektem czynników natury biologicznej, środowiskowej i poznawczej. Zatem rodzice mają realny wpływ na jej kształtowanie, a na którą rozwód, a przede wszystkim brak ojca i relacji z nim, może mieć niszczący wpływ.

Na koniec rzecz kuriozalna, w artykule „Dziecko, fantazja, religia” Pani dr Krauze pisze o konieczności budowania poczucia bezpieczeństwa dziecka, które nota bene kilka stron wcześniej zostało zburzone przez rozwód. Owo poczucie bezpieczeństwa ma opierać się, wg Pani Krauze, na odpowiednim przeżywaniu wartości religijnych, nie tylko w oparciu o lęk (sic), który wg. 3 opisanych w artykule przykładów przeżyć dzieci rzekomo krąży po domach katolickich rodzin. Pani doktor wykazuje się tu wyjątkową nieznajomością chrześcijańskiej wiary, która jako jedyna religia na świecie nie opiera się na strachu ale właśnie na ufności i miłości, a przede wszystkim na miłosierdziu Boga Żywego.

Podsumowując, pamiętajmy iż pomimo że mamy do czynienia z kolejnym pismem wpisującym się w nurt ludzkiego egocentryzmu, sprzedającym pod płaszczykiem pozytywnego rozwoju dziecka promocję destrukcyjnych postaw, to my rodzice mamy obowiązek właściwego rozeznania kiedy potrzeby dzieci mogą wziąć górę nad naszymi zachciankami, a kiedy to my za bardzo koncentrujemy się na zachciankach dzieci, zapominając o ich dobru. Nie zapomnijmy o kształtowaniu u dzieci obiektywnie dobrych wartości poprzez budowanie własnego autorytetu i dobry przykład, oraz o tym że indywidualizm dziecka wspiera się również przez rozwój jego umiejętności społecznych, które rozwód niszczy kreując jego przeciętność, konformizm i bezsilność na wzór rodziców.

Tagi: , , , , , , ,
© Copyright - Prawdziwe Oblicze 2010

Facebook